wtorek, 5 listopada 2013

Bvlgari Omnia Crystalline Eau de Parfum wpadły mi w ręce zupełnie przypadkiem. Od dawna nie używałam zapachów tej firmy, ponieważ mimo, że kocham je miłością wielką to pozostaje ona nieodwzajemniona - na mojej skórze zapachy Bvlgari stawały się w bardzo, bardzo, ale to bardzo intensywne i ich zapach przyprawiał mnie o okrutny ból głowy.
Nie - nie wylewałam na siebie pół butelki za jednym użyciem, już jedna kropla powodowała nieciekawą reakcję na mojej skórze. Natomiast zapachy jako takie zawsze mi się podobały.

Nie wiem więc co mną kierowało kiedy wychodząc do pracy spontanicznie użyłam tych właśnie perfum. Jakaś chwila szaleństwa. Ale stało się...

Pierwsza minuta - zaskoczenie, perfumy bardzo delikatne, kojarzące mi się z soczystą zielenią w wilgotnym klimacie. Po chwili uwolniły się zapachy z nuty serca - wyczuwalny bardzo intensywny kwiatowy zapach. Już przeraziłam się wizją odsuwających się ode mnie kolegów w biurze jednak dość szybko dotarliśmy do nut bazowych i zapach przestał być zbyt nachalny, lecz nadal był wyczuwalny i bardzo łagodnie otulał zapachem. Pachniał bardzo przyjemne dla mojego nosa. Mam nadzieję, że dla otaczających mnie nosów również :)
Przez to piżmo zapach kojarzył mi się ze stosunkowo lekkim ale zdecydowanie zimowym zapachem, czyli akurat pasował mi do nastroju....
Mimo dość ciepłej i znośnej pogody listopad to dla mnie początek zimy i nastrój mam również zimowy już.

Nuty głowy: lotos i mandarynka
Nuty serca: heliotrop i korzeń irysa
Nutami bazy: drzewo sandałowe, syjamski benzoes i piżmo.

Zapach utrzymał się na mnie około 6 godzin.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz